Trasa #01: Dla taty Mikołajka

Tym którzy czytali “Przygody Mikołajka” autorstwa Rene Goscinny’ego i Jacques’a Sempre nie muszę nic tłumaczyć. Dla pozostałych krótkie wyjaśnienie: pewnego razu tata Mikołajka postanowił zadbać o swoją kondycję fizyczną i razem ze znajomym poszli pobiegać do parku. Dalej nie będę spojlerował. Po prostu skończyło się, jak się skończyło. Mogę tylko obiecać, że naszej krótkiej wycieczce grozi podobny finał.

A skojarzenie ze wspomnianymi opowieściami wzięło się również stąd, że opisana trasa jest chyba najłatwiejszą, jaką można przemierzyć w Cieszynie. Jej długość to w najkrótszym wariancie jakieś 4km, suma przewyższeń jest nie większa niż kilkanaście metrów i przebiega praktycznie w całości po ścieżkach rowerowych. Wstyd byłoby mi więc proponować ją dojrzałym, czyli liczącym co najmniej lat siedem rowerzystom.

Przyjmijmy więc, że jesteście rodzinką, która właśnie przyjechała z Tychów lub z Warszawy, i zamierzacie spędzić pogodne popołudnie w tym fajnym Cieszynie, o którym tyle opowiadali wam znajomi.

Wycieczkę można rozpocząć z dowolnego punktu, bo i tak wraca się na miejsce startu. Ale jeżeli chcesz wygodnie zaparkować samochód, na dużym bezpłatnym parkingu, gdzie komfortowo pościągasz z bagażnika cały sprzęt, najlepszym wyborem będzie parking w pobliżu boiska Pod Wałką. Na poniższej mapie główna trasa została wyznaczona kolorem niebieskim. Pozostałe kolory przedstawiają warianty, o których za chwilę.

W końcu zapakowani ruszamy. Sugeruję, żeby wytyczoną trasą poruszać się ruchem przeciwnym do wskazówek zegara. W związku z tym ruszamy ścieżką rowerową wzdłuż alei Łyska w stronę centrum. Jeżeli jednak czujecie nadmiar energii po długiej podróży lub odwrotnie, chcecie zmobilizować się do większej aktywności, można wybrać wariant czerwony na powyższej mapie i zacząć od ścieżki zdrowia oraz tyrolki. Uprzedzam, niektórym dzieciom tak się podoba, że nie chcą jechać dalej.

Gdy już jesteśmy rozbujani i porozciągani możemy wrócić czerwonym wariantem do trasy niebieskiej. Będziemy poruszali się dalej wzdłuż alei Łyska. Osobom, które bardziej od komfortu cenią sobie spokój, cieniste ścieżki i szum wody, proponuję żółty wariant prowadzący wzdłuż Młynówki. Tą trasą dotrzemy prosto do Cieszyńskiej Wenecji, poznając jej wszystkie zakamarki, nie tylko te najbardziej popularne.

Wróćmy jednak na główną trasę. Po minięciu kempingu i pomnika ofiar zamordowanych przez faszystów, dostrzeżemy kładkę sportową, którą można wygodnie dotrzeć na drugi brzeg. I chociaż jej futurystyczny wygląd nęci by skręcić w lewo, tę atrakcję zostawiamy sobie na drogę powrotną.

Kładka sportowa

Po około 800 metrach docieramy do mostu Wolności. Na szczęście nie musimy przekraczać ruchliwej drogi bo ścieżka prowadzi dalej pod mostem, wzdłuż brzegu Olzy. Kilkaset metrów dalej oddzielna trasa rowerowa kończy się i trzeba przeciąć aleję Łyska. Jesteśmy już tylko kilkanaście metrów od Cieszyńskiej Wenecji. Warto tu zatrzymać się chociaż na chwilę, żeby porobić zdjęcia malowniczym kładkom prowadzącym do domów wzdłuż rzeczki Młynówki.

Przed wami widać również schody. Jeżeli macie ochotę i chętnego do przypilnowania rowerów, można się na nie wspiąć, bo kilkadziesiąt metrów dalej napotkacie pamiątkową studnię Trzech Braci – obowiązkowy punkt dla zwiedzających.

Gdy już maluchy napatrzą się na nurt przelewający się przez pozostałości starej elektrowni wodnej, kontynuujemy jazdę wzdłuż ulicy Przykopa. To kolejny malowniczy odcinek trasy, który warto niespiesznie przemierzyć podziwiają mury oporowe i piętrzące się nad sobą kamienice. Osobiście sugeruję na tym krótkim odcinku zsiąść z roweru, do czego dodatkowo zachęcają kocie łby dość sporych rozmiarów.

Zabytkowe budynki przy ulicy Przykopa

Ulica Przykopa kończy się mały parkingiem, za którym trzeba niestety włączyć się do ruchu samochodowego. Można oczywiście poprowadzić rowery chodnikiem, bo za kilkadziesiąt metrów Aleja Łyska kończy się i stajemy na wprost bramy wjazdowej do zamku.

I znowu okazja do zwiedzania. Rowery można zostawić w pobliżu kawiarni Presso (dobra kawa i lody), ale można je również wprowadzić na dziedziniec zamkowy i tam dopiero rozpocząć zwiedzanie. Tu kolejne obowiązkowe pozycje do zobaczenia: rotunda, Wieża Piastowska i wspaniały widok na Czeski Cieszyn oraz Zaolzie.

Po spacerze terenami zamkowego parku wracamy do ulicy Zamkowej i teraz uwaga. Wszystko zależy od tego, jak sprzedacie to waszym maluchom. Sugeruję szeroko otworzyć oczy i powoli, akcentując każdą sylabę, powiedzieć: “A teraz jedziemy za granicę! Hurra!” Chociaż dzisiaj te słowa nie mają już takiego wydźwięku jak jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Może to i dobrze, bo wszak granice są tylko sztucznym, umownym tworem. W każdym razie przekraczamy most Przyjaźni i jesteśmy na terenie Czech. Mijamy dawne sklepy bezcłowe (w których wciąż jeszcze można kupować “artykuły kolonialne”) i przed budynkiem czeskocieszyńskiej drukarni skręcamy w lewo. Uwaga: ten wjazd jest mało widoczny i można go przeoczyć.

Jeżeli dobrze skręciliśmy znowu jesteśmy na ścieżce rowerowej, tym razem biegnącej czeską stroną Olzy. Tu już jak po sznurku (uwaga na ruchliwą drogę na moście Wolności) docieramy aż do kładki sportowej.

Fragment ścieżki rowerowej przebiegające pod kładką sportową.

Do celu zostało już tylko parę minut jazdy, ale kątem oka dostrzegamy, że kilkadziesiąt metrów dalej położony jest przyjemny park z małym placykiem zabaw dla dzieci. Wstępując do parku Sikory, bo o nim właśnie mowa, zupełnie przypadkowo odkrywamy, że zaraz obok placu zabaw jest przyjemna zacieniona knajpka, w której leją przepysznego czepowanego staropramena. Jeżeli to nie ty jesteś tym pechowcem, który wylosował kartę “dzisiaj ty prowadzisz”, możesz podelektować się złocistym napojem obserwując z rozrzewnieniem bawiącą się dziatwę. W przeciwnym razie pozostaje kofola. Pamiętajcie jednak, żeby nie przesadzić z tą kofolą, bo można mieć potem ciężką głowę jak jedna z wiklinowych rzeźb usadowionych na ławeczce w pobliżu wjazdu na kładkę sportową.

Wiklinowe rzeźby w pobliżu wjazdu na kładkę sportową.

I tak pokrzepieni wkraczamy na kładę, zaraz za nią skręcamy w najbliższą ścieżkę w prawo i w cieniu starych kaszatanów i jesionów docieramy z powrotem w okolice parkingu.

Warto jednak odroczyć sobie jeszcze przez chwilę moment odjazdu i skręcić w prawo wzdłuż Olzy (zielony wariant trasy), by przyjemną cienistą ścieżką park wokół boisk treningowych Pod Wałką. Jest też okazja zaprezentować młodzieży ciekawostkę techniczną a mianowicie MEW o mocy 560 kW. Jest to o tyle ciekawy obiekt, że jego najciekawsza część została ukryta pod ziemią. Otóż pobór wody do elektrowni jest zlokalizowany kilkaset metrów wyżej, przed dwoma progami wodnymi poprzedzającymi elektrownię. Stamtąd woda jest kilkasetmetrów prowadzona dwumetrowej szerokości rurą, by wreszcie trafić na turbiny elektrowni i wypłynąć poniżej dolnego progu.

Ujście z MEW na rzece Olzie. Praktycznie cała infrastruktura elektrowni jest ukryta pod ziemią.

Trasę kończymy objeżdżając w koło boiska treningowe, starając się mieć je cały czas po lewej ręce. W ten sposób niespecjalnie zmęczeni wracamy do samochodu.

0 0 głosy
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Opinie w tekście
Zobacz wszystkie komentarze