Co się wydarzyło?
Trasa rowerowa wzdłuż Olzy w kierunku Marklowic i dalej do Pogwizdowa oraz Karwiny to od lat marzenie cieszyńskich rowerzystów. Nadolziańskie brzegi są – choć o części trzeba już powiedzieć, że były – idealnym miejscem do poprowadzenia drogi dla rowerów: płaski teren, brak zabudowy, żadnych samochodów, piękne otoczenie. Dlatego od sześciu lat, gdy tylko pojawiła się koncepcja trasy 607, która kiedyś ma połączyć Cieszyn z Zebrzydowicami, zabiegaliśmy o przyjęcie takiego rozwiązania.
Po licznych perypetiach, o których wielokrotnie pisaliśmy, w lutym tego roku Gmina Cieszyn nareszcie zdecydowała się na realizację trasy w wariancie nadolziańskim. Bardzo cieszyliśmy się z tej decyzji, nawet biorąc pod uwagę fakt, że nie udało się wyłonić wykonawcy do opracowania dokumentacji projektowej. Bo przecież decyzja to decyzja i co się odwlecze, to nie uciecze. A jednak okazało się, że uciecze.
Pod koniec lipca bieżącego roku, przeglądając stronę Geoportalu (aplikacja, w której można znaleźć informacje o podziale geodezyjnym gminy oraz strukturze własności działek), zwróciłem uwagę, że jedna z kluczowych działek przylegających do Olzy, numer 164/obręb 64, zmieniła kolor z niebieskiego na czerwony. Tu wyjaśnijmy, że w mapach prezentowanych na Geoportalu kolorem niebieskim oznaczane są działki należące do Skarbu Państwa, a kolorem czerwonym – stanowiące własność prywatną.

Początkowo sądziliśmy, że to pomyłka, ale po dokładniejszym sprawdzeniu okazało się, że nasze najgorsze obawy się potwierdziły. Działka numer 164/64, o powierzchni ponad 1,1 hektara, przylegająca do linii brzegowej Olzy na odcinku o długości ponad 500 metrów, została sprzedana przez Starostwo Powiatowe w Cieszynie prywatnemu inwestorowi.
Zmiana właściciela nastąpiła w dniu 19 grudnia 2025 roku i doszło do niej w wyniku rozstrzygnięcia przetargu z dnia 21 listopada 2025 roku. Jest to bardzo istotne w tej sprawie, o czym za chwilę. Cena wywoławcza wynosiła 130 000 zł. Działka została sprzedana za 130 500 zł właścicielom firmy Eko-Stela. To zaledwie 500 zł więcej od ceny wywoławczej. Obecnie działka prawdopodobnie zostanie wykorzystana pod infrastrukturę związaną z powstającą obok sortownią śmieci, której konstrukcja jest już dobrze widoczna w pobliżu przejazdu kolejowego w Boguszowicach.
Dlaczego ta działka była tak ważna?
Rzut oka na mapę oraz zdjęcia wyjaśnia wszystko. Problematyczna nieruchomość dochodzi praktycznie do koryta rzeki. Po jej sprzedaży prywatnemu inwestorowi praktycznie zniknęła możliwość poprowadzenia w tym miejscu drogi dla rowerów. Teoretycznie nowy właściciel mógłby udostępnić tam pas terenu pod drogę dla rowerów. Nikt jednak o to nie zadbał, a sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że teren został podniesiony do poziomu sąsiedniej działki należącej do firmy Eko-Stela. W stronę Olzy opada teraz stroma skarpa, która miejscami ma ponad 8 metrów wysokości.
W tak uformowanym terenie nie ma szans na wciśnięcie pasa asfaltu lub szutru nawet o minimalnej szerokości dwóch metrów. Fragment działki widoczny na zdjęciach jest co prawda dosyć szeroki, ale na swoim północno-zachodnim krańcu bardzo się zwęża i przeprowadzenie tam trasy rowerowej jest praktycznie niemożliwe. Poza tym należy zakładać, że nowy właściciel ma inne plany związane z tym terenem – nie kupował go przecież po to, by wytyczać tam trasę rowerową.




Gdyby dzisiaj miała zacząć powstawać droga dla rowerów do Marklowic, konieczne byłoby ominięcie zakładu Eko-Stela i poprowadzenie jej na tym odcinku wzdłuż ul. Frysztackiej. Wiązałoby się to jednak z kosztowną przebudową przebiegających w poprzek trasy torów kolejowych i ciepłociągu. Nie jest też jasna struktura własnościowa innych działek między Olzą a ul. Frysztacką. To wszystko może oznaczać, że cała koncepcja nadrzecznego odcinka trasy od al. Piastowskiej do przejazdu w Boguszowicach trafi do kosza. Jednak nawet gdyby udało się uzyskać stosowne zgody i środki na taką inwestycję, nigdy nie zrekompensuje to utraconej szansy na atrakcyjną i bezpieczną trasę wzdłuż rzeki.
„Do uratowania” pozostaje jeszcze odcinek od przejazdu kolejowego do Marklowic. Do uratowania – pod warunkiem, że ktoś zadba o to, żeby kolejne działki nie trafiały w prywatne ręce. Na tym odcinku, póki co, nieruchomości położone wzdłuż Olzy w Geoportalu są jeszcze „na niebiesko”. Trzeba też dopilnować, aby wzdłuż Olzy nie rozpoczynano inwestycji publicznych, które mogłyby kolidować z przyszłą drogą dla rowerów.
Co wiedziało starostwo, a co wiedziała gmina?
Za obecny stan trudno winić prywatnego inwestora, który, działając w interesie swojej firmy, kupił nieruchomość znajdującą się w sąsiedztwie prowadzonej przez niego od lat działalności gospodarczej. Nie można również mieć pretensji do Starostwa Powiatowego w Cieszynie, które – przynajmniej oficjalnie – nic nie wiedziało o planach cieszyńskiego magistratu związanych z budową w tym miejscu drogi dla rowerów.
Aby się upewnić, że tak właśnie było, w trybie dostępu do informacji publicznej zapytaliśmy Starostwo Powiatowe między innymi o to, czy Urząd Miasta w Cieszynie kiedykolwiek kontaktował się z powiatem w sprawie swoich planów dotyczących nadolziańskich brzegów. W szczególności pytaliśmy, czy Gmina Cieszyn wysyłała jakieś wnioski (np. o zapewnienie służebności drogi), pisma lub dokumentację planistyczną w tej sprawie. Na wszystkie te pytania otrzymaliśmy negatywną odpowiedź. Gmina Cieszyn nigdy nie kontaktowała się w tej sprawie ze Starostwem, co mogła zrobić, na przykład wysyłając pismo intencyjne z informacją o szczególnym znaczeniu nadolziańskich działek dla planowanej inwestycji publicznej.
Analogiczne pytania zadaliśmy w Urzędzie Miasta. Odpowiedź była podobna – również w tym przypadku nie było żadnej komunikacji w tej sprawie. Jak czytamy w otrzymanym piśmie: „Burmistrz Miasta Cieszyna nie kierowała do Starostwa Powiatowego w Cieszynie pism, wniosków ani dokumentacji planistycznej w zakresie przebiegu trasy 607 wzdłuż brzegu Olzy na obszarze wskazanej działki” oraz „Do Starostwa Powiatowego w Cieszynie nie został złożony wniosek w zakresie ewentualnych potrzeb dotyczących dysponowania działkami wzdłuż rzeki Olza na potrzeby budowy drogi dla rowerów.”
Czy można było zapobiec sprzedaży działki?
To, co się wydarzyło, trudno nazwać wypadkiem przy pracy. To konsekwencja wielu lat zaniechań, zaniedbań i błędnych decyzji Urzędu Miasta w Cieszynie. Przypomnijmy, że pomysł drogi dla rowerów wzdłuż Olzy z Cieszyna do Marklowic przedstawiliśmy władzom miasta już w 2020 roku. Z ust urzędników miejskich najpierw słyszeliśmy, że na przeszkodzie stoją problemy własnościowe, że nie zgodzą się Wody Polskie, że to strefa nadgraniczna i trzeba wszystko ustalać ze stroną czeską (a komisja polsko-czeska zbiera się tylko raz w roku), że mosty nad Bobrówką i Kalembianą będą dużo kosztować oraz że mieszkańcom Marklowic obiecano chodnik wzdłuż ul. Frysztackiej. Gdy tylko znikała jedna przeszkoda, pojawiała się następna. W końcu, dzięki naszemu uporowi i konsekwencji, w 2023 roku przystąpiono do opracowania koncepcji przebiegu trasy 607, która obejmowała dwa warianty – wzdłuż Olzy oraz wzdłuż ul. Frysztackiej.
Cóż z tego, skoro urzędnicy i tak ostatecznie podjęli decyzję o budowie trasy wzdłuż ul. Frysztackiej. W trakcie spotkania podsumowującego opracowane koncepcje (kwiecień 2023 roku) przedstawiciele kierownictwa miasta oraz MZD w zdecydowanej większości wypowiedzieli się za tym wariantem, argumentując swoją decyzję przede wszystkim… troską o „cenne przyrodniczo tereny nadrzeczne”.
Na nic zdały się nasze argumenty, że przecież droga dla rowerów to stosunkowo niewielka ingerencja w przyrodę, zwłaszcza że trasa miała przebiegać śladem dawnej ścieżki pograniczników, że powstanie takiego połączenia może skłonić część kierowców do przesiadki na rowery i tym samym zmniejszenie ruchu samochodowego oraz że inwestycja wzdłuż ulic ostatecznie może się okazać bardziej kłopotliwa i kosztowna. Nie pomogła też petycja, którą podpisało ponad 600 osób, oraz list otwarty do Pani Burmistrz. Władze miasta pozostały nieugięte i brnęły dalej, by zrealizować swoją wizję wbrew społecznemu sprzeciwowi.
Znając istniejące uwarunkowania terenowe wzdłuż ulic, przy których planowano poprowadzenie trasy, nie byliśmy szczególnie zaskoczeni, gdy już w listopadzie 2023 roku zaczęły do nas docierać informacje, że firma projektowa chce wycofać się z umowy. Powodem były „nieprzewidziane trudności techniczne”, a zwłaszcza „kolizja z istniejącą infrastrukturą”. Okazało się, że ewentualna budowa DDR wzdłuż ulic wiązała się z problemami, których nikt (?!) wcześniej nie dostrzegał.
Z nieoficjalnych informacji wiemy, że między innymi konieczna byłaby przebudowa mostów nad Bobrówką na ul. Pawła Dombkego i nad Kalembianką na ul. Frysztackiej. Ponadto starostwo wystąpiło z oczekiwaniem, żeby przy ul. Frysztackiej od przejazdu kolejowego w Boguszowicach do Marklowic dodatkowo zaprojektować kanalizację, co zwielokrotniłoby koszty opracowania. Stopniowo zaczęto więc przebąkiwać, że może jednak wrócimy do „wariantu zielonego”.
Podjęcie oficjalnej decyzji zajęło kolejne dwa lata. W sumie, licząc od 2020 roku, gdy temat trasy 607 pojawił się na agendzie, to sześć zmarnowanych lat, w czasie których nie udało się posunąć spraw o krok do przodu, jednocześnie tracąc szanse na pozyskanie dofinansowań unijnych w ramach perspektywy finansowej 2021–2027.
W końcu, po latach starań, na spotkaniu zespołu w lutym 2026 roku usłyszeliśmy, że miasto ogłasza przetarg na opracowanie projektu przebiegu trasy 607 wzdłuż Olzy. Nasza radość trwała krótko, bo już kilka miesięcy później przetarg unieważniono – miasto było gotowe przeznaczyć na projekt „aż” 70 tysięcy złotych, podczas gdy jedyny oferent zaproponował kwotę opiewającą na ponad 1 mln zł! Dla jasności – ciągle mówimy tylko o kosztach opracowania dokumentacji projektowej i uzgodnień, a nie o kosztach realizacji samej inwestycji.
Takiego finału sprawy można się było spodziewać. Poprzednia, rozwiązana trzy lata temu umowa na projekt wzdłuż ulic opiewała przecież na ok. 240 tys. zł, czyli ponad trzykrotnie więcej niż obecny budżet. A przecież nie uwzględniała jeszcze zaprojektowania przepraw mostowych nad Bobrówką i Kalembianką! Biorąc pod uwagę te wszystkie fakty, trudno uwierzyć, że osoby podejmujące decyzję o ogłoszeniu przetargu naprawdę liczyły na to, że uda się zmieścić w założonym budżecie.
Niepokojący jest jeszcze jeden fakt. Decyzję o wyborze wariantu nadolziańskiego usłyszeliśmy na spotkaniu zespołu 27 lutego 2026 roku, a więc nieco ponad 2 miesiące po sprzedaży działki. Czy cieszyńscy urzędnicy wiedzieli o sprzedaży działki, informując nas o wyborze trasy nad Olzą? Są dwie możliwości – albo wiedzieli, ale nie poinformowali strony społecznej o tym fakcie, albo nie wiedzieli i podjęli decyzję bez świadomości, że realizacja tej koncepcji w dużej części jest już nierealna. Oba scenariusze są kompromitujące dla władz miasta Cieszyna.
Kompromitująca dla miejskich urzędników i pokazująca lekceważący stosunek do tworzenia infrastruktury rowerowej jest też cała ciągnąca się od sześciu lat epopeja trasy 607, której finału wciąż nie widać. Niestety nie jest to odosobniony przypadek – równie niepewny jest los trasy 604 do Ustronia. W innych miastach naszego regionu oddawane są kolejne odcinki dróg dla rowerów, a cieszyńscy urzędnicy nie potrafią nawet zdecydować, którędy powinny one przebiegać, nie wspominając już o uporządkowaniu kwestii własnościowych.
Mamy nadzieję, że opisana historia wreszcie wywoła reakcję i przełoży się na konkretne działania. Jednocześnie apelujemy do władz miasta o pilne wystąpienie do Starostwa Powiatowego oraz innych organów reprezentujących Skarb Państwa i zarządzających nieruchomościami w pasie zieleni wzdłuż Olzy z formalnym wnioskiem o zabezpieczenie pozostałych działek między mostem kolejowym w Cieszynie a zakładem PPG w Marklowicach – zanim i one zmienią kolor na mapie z niebieskiego na czerwony. Czasu jest niewiele, a odpowiedzialność za to, co się stanie dalej, spoczywa teraz na urzędnikach, którzy mają jeszcze szansę, by nie powtórzyć tego samego błędu.
Piotr Stokłosa
